Co jest przyczyną, że znaczne rzesze rolników nie zabezpieczają własnych obejść, swoich upraw? Zdaje się to kwestią nieświadomości czy nawet niefrasobliwości tych osób, które nie zdają sobie sprawy z rezultatów braku ubezpieczenia. Funkcjonuje przekonanie, że to państwo musi mieć pieniądze na pokrycie strat. Fakt, instytucje państwowe obiecują pomoc, niejako pod presją społeczną, ponieważ tak pojmują rolę tych instytucji rolnicy jak i normalny obywatel i do pewnego momentu mają rację - nie jest to wszak organ, który, który ma obowiązek przynieść ulgę zawsze i każdemu, a co istotniejsze – nie jest to organ, który może pomóc zawsze i każdemu. Jeżeli zadajemy pytanie rolnikowi, dlaczego nie ubezpieczył swojego dobra, to rozkłada ręce i mówi, że o tym nie pamietał albo nie posiadał pieniędzy. Po kataklizmie: powodzi czy suszy, po klęskach nieurodzaju pozostają oni w strasznym niedostatku. Nie posiadają ani hodowli, a zatem i przychodu, ani domostw, a zatem nie mają gdzie mieszkać. Czy można racjonalnie pomyśleć, że znajdą się pieniądze, odpowiednio duże fundusze dla tych wszystkich poszkodowanych ludzi? Fundusze na pobudowanie im nowych domów i zagwarantowanie bytu? Wszak to nierealne. To są niewyobrażalne kwoty. Jednak nade wszystko zabezpieczenie prywatnego dobytku jest sprawą właściciela. Mieszkańcy miast i posiadający firmy w wyższym stopniu to rozumieją. Inna sprawa, że często ubezpieczalnie odmawiają ubezpieczenia niektórych upraw jako nazbyt ryzykownych. Natomiast zazwyczaj obiekty gospodarcze i mieszkalne ubezpieczymy bez problemu. W przypadku upraw np. szklarniowych może być kłopot. Choć i tu można znaleźć wyjście – my podamy mniejszą sumę ubezpieczenia a firma powiększy składkę. Podobnie się robi w przypadku nieruchomości palnych czy niezamieszkałych na stałe. Ważne, by w ogóle pomyśleć o ubezpieczeniu.

Dodatkowe usługi

Szukasz pracy?